Pod koniec lipca w Gumniskach zrobiło się jak na Dzikim Zachodzie. Pojawiły się kowbojki, kapelusze, szkatułki, miski i… niegasnący zapał do poszukiwań. Wybuchła prawdziwa gorączka złota! A choć zamiast kopalni były strefy zabawy i płukania, to emocji – jak przy odkrywaniu prawdziwego skarbu.
– Bez złota się nie ruszamy! – mówili zawodnicy, którzy jak co roku potraktowali zawody z przymrużeniem oka, ale też ze zdrową dawką rywalizacji. Jedni szukali fantów, inni trofeów, a niektórzy – sposobu na zwiększenie budżetu powiatu. Bo jak padło ze sceny – jeśli dziś uda się wyłowić kilka kilogramów, to może będzie z tego i chodnik, i wspólne inwestycje z gminą.
Na miejscu nie zabrakło też złota innego rodzaju – tego kulinarnego. Panie z Kół Gospodyń przygotowały smakołyki „na słodko, słono i kwaśno”, które z powodzeniem mogłyby stanąć w konkursie na lokalne złote medale. Było więc nie tylko coś dla ducha i oka, ale i dla podniebienia.
Był mecz, były kibicujące ekipy, okrzyki bojowe i jeden wspólny cel: dobra zabawa i pomoc. Bo w tym roku złoto miało też wymiar wyjątkowy – uczestnicy wspierali zbiórkę dla Krystianka Klekota ze Straszęcina, który zmaga się z ciężką chorobą. – Pomagamy, bo życie nie zna ceny – mówili organizatorzy i uczestnicy. I tu nikt nie miał wątpliwości – to właśnie ta pomoc była najprawdziwszym złotem dnia.
Choć nie wszyscy wrócili do domu ze sztabką, każdy wyniósł coś więcej – uśmiech, wspomnienia i świadomość, że nawet najmniejszy „opiłek dobra” ma znaczenie. A złoto w Gumniskach? Jest – w ludziach. I nie da się go wypłukać do końca.







