
Powszechnie wiadomo, że na czym jak na czym, ale każdy Polak zna się na medycynie, piłce nożnej i polityce. Jednak analizując wyniki frekwencji wyborczej po 1989 roku można dojść do przekonania, że o ile lubimy o polityce dyskutować to nie lubimy głosować. W ostatnich wyborach prezydenckich, które odbyły się w 2010 roku do urn poszło około 55% uprawnionych do głosowania. Co i tak w porównaniu z wyborami parlamentarnymi, nie wspominając już o wyborach do Parlamentu Europejskiego, stanowi dość dobry wynik. Niemniej powodów do optymizmu nie ma zbyt wiele. Nadal słyszy się opinie – „po co mam chodzić na wybory, jak i tak mój głos nie ma znaczenia”. Gdyby, każdy tak myślał nie byłoby sensu przeprowadzania wyborów ponieważ ich wyniki byłby po prostu zerowy. Tymczasem nie dość, że wrzucając kartkę do urny decydujemy za nasze dzieci, które jeszcze nie posiadają prawa do głosowania, to również podejmujemy decyzję niejako w imieniu tych, którzy nie mają zamiaru brać udziału w wyborach. Co też powoduje, że wartość naszego głosu jest o wiele wyższa niż nam się zdaje.
Zresztą, czy właśnie nie o prawo do wolnych wyborów walczyli nasi przodkowie w czasie zaborów i późniejszych dwudziestowiecznych zmagań z okupantem z zachodu i wschodu. Dlaczego więc dzisiaj, gdy udało się uzyskać możliwość swobodnego głosowania tak wielu chce to prawo oddać walkowerem. I co gorsza pozwolić na to, aby to inni może o skrajnie odmiennych poglądach zdecydowali o tym, kto na kolejne 5 lat obejmie najwyższy urząd w naszym kraju. Prezydent RP reprezentuje bowiem Polskę przed innymi państwami i organizacjami międzynarodowym, poprzez prawo weta może zablokować ustawy przyjęte przez parlament, może stosować prawo łaski, jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, zatwierdza strategię bezpieczeństwa oraz decyduje o wysłaniu Sił Zbrojnych poza granice kraju.
Nie biorąc udziału w wyborach tracimy jedną z możliwości realnego wpływania na kształt naszego państwa. Co więcej tracimy również, szansę na zademonstrowanie swoich sympatii i antypatii politycznych. Ustawiamy się bowiem w opozycji do wszystkich kandydatów. Spychamy się dobrowolnie do roli biernych obserwatorów z którymi zwycięzca głosowania tak naprawdę nie musi się liczyć.
W minionych wiekach w różnych krajach, także i na ziemiach polskich z rozmaitych przyczyn bojkotowano wybory. W wielu przypadkach było to uzasadnione podejście. Dzisiaj nikt nie zmusza nas do głosowania (w Polsce nie mamy póki co przymusu brania udziału w wyborach). Warto jednak zwrócić uwagę, że zarówno przedstawiciele prawej, jak i lewej strony sceny politycznej, nawet Ci o najbardziej radykalnych poglądach, jedynie w przemianach dokonanych w wyniku demokratycznie przeprowadzonych wyborów widzą szansę na zmianę sytuacji w Polsce.
To czy pójdziesz do lokalu wyborczego i wrzucisz kartkę do urny zależy jedynie od Ciebie. Pamiętaj jednak, że nie głosując pozwalasz, aby to inni w Twoim imieniu podejmowali tak ważną dla naszego kraju decyzję.
Autor: BB









