Wielokilometrowa trasa, strome podejścia, zmęczenie, ciemność, zimno, ale i wielki hart ducha wszystkich pielgrzymów – tak wyglądała czwarta już dębicka edycja Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Ci którzy nie przestraszyli się zimowej pogody wyruszyli z kościoła w Dębicy-Latoszynie w dwie trasy. Większość wybrała ponad 30-kilometrową drogę do Zawady przez Małą. Inni zdecydowali się wędrować do Tuchowa, zaliczając w trakcie marszu m.in. Pilzno.
Ekstremalni pielgrzymi w kompletnej ciszy rozważali Stacje Męki Pańskiej. Świat w ciemności był bardziej tajemniczy. W walce z własnymi słabościami przypominał się obraz Jezusa prowadzonego na Golgotę. Wracając do wydarzeń sprzed ponad dwóch tysięcy lat uczestnicy modlili się we własnych intencjach ofiarując przy tym swoje cierpienie i trud włożony w pokonywanie kolejnych kilometrów. O świcie, po kilku godzinach marszu, zmęczone, ale z uśmiechami na twarzy kilkuosobowe grupki docierały do celu. Bez żadnych spektakularnych powitań i podziękowań kończyła się bezsenna noc. Ekstremalna Droga Krzyżowa zmieniła duchowe wnętrze i dodała sił do codziennej wędrówki przez życie. Jak co roku inicjatorzy EDK każdego zachęcają do samodzielnego podróżowania po wytyczonych trasach, które są już liczone w setkach.








