Strona główna Artykuł Dzień dobrych uczuć. Walentynki w bibliotece.

Dzień dobrych uczuć. Walentynki w bibliotece.

Luty w bibliotece ma swój szczególny klimat. Między regałami z książkami, które na co dzień szeleszczą ciszą i skupieniem, nagle pojawiają się czerwone serca, uśmiechy i pytania, na które nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Bo jak właściwie wytłumaczyć, czym jest miłość? I czy da się ją zmierzyć –na przykład kostką do gry? W tym roku walentynki w naszej bibliotece postanowiliśmy przeżyć nieco inaczej – wspólnie z grupą uczniów z Zespołu Szkół Specjalnych. Bez pośpiechu, bez wielkich deklaracji, za to z uważnością. Bo właśnie uważność – na słowo, gest i drugiego człowieka – okazała się najważniejszym bohaterem tych zajęć.

Małe gesty – wielkie uczucia.

Zaczęło się od rozmowy. Proste pytanie: „Z czym kojarzą wam się walentynki?”. Odpowiedzi były różne – serduszka, kwiaty, czekoladki. Komu możemy podarować walentynkę? Mamie. Przyjacielowi, Bratu, Babci…. I już wiedzieliśmy, że idziemy w dobrą stronę. Bo walentynki w naszej bibliotece nie miały być świętem zakochanych z reklamowych plakatów. Miały być świętem relacji. Rozmawialiśmy o uczuciach. O tym, że miłość to troska, pomoc, cierpliwość. Że można ją okazać, podając komuś kredkę, ustępując miejsca, mówiąc „lubię cię” albo po prostu – będąc obok.

Nie tylko dla zakochanych

Aby spotkanie w bibliotece było udane potrzebna jest dobra historia. Jedną z nich stała się książka „Miłość” Astrid Desbordes, którą wspólnie przeczytaliśmy. To opowieść prosta, a jednocześnie niezwykle głęboka – o dziecku, które zastanawia się, czy miłość może się skończyć, czy zmienia się z czasem, czy zawsze jest taka sama. W trakcie lektury w bibliotece zrobiło się wyjątkowo cicho. To była ta dobra cisza – pełna skupienia. Lekturę komentowaliśmy jednak na bieżąco, trochę tłumacząc linijki tekstu w picturebooku, w którym miłość po prostu jest, niezależna od wszystkiego. Czasem uczucia trzeba objaśniać.

Czas dobrej zabawy

Ale walentynki to także radość. A radość najlepiej wyraża się w zabawie. Pierwsza z nich – „Znajdź swoją drugą połówkę” – zamieniła bibliotekę w małe centrum poszukiwań. Każde dziecko otrzymało połowę papierowego serca. Na jednej części widniała cyfra, na drugiej – odpowiednia liczba narysowanych serduszek. Trzeba było odnaleźć swoją parę. Nagle między regałami zaroiło się od małych detektywów, którzy liczyli, porównywali i pytali: „Kto ma?”. Było w tym coś symbolicznego – szukanie dopasowania, współpraca, radość ze spotkania właściwej „połówki”.

Jeszcze więcej emocji wzbudziła zabawa „Złap serduszko”. Zadanie pozornie proste: za pomocą rurki przenieść papierowe serce na talerzyk, nie używając rąk. W praktyce wymagało to koncentracji, kontroli oddechu i sporej dawki cierpliwości. Były momenty skupienia tak intensywnego, że można by usłyszeć spadającą szpilkę. Był też śmiech – zwłaszcza gdy serduszko uparcie nie chciało współpracować. Ćwiczyliśmy uwagę i precyzję, ale przede wszystkim – dystans do siebie.

Nie zabrakło również elementu losowości w zabawie „Rzuć walentynkową kostką”. Każdy rzut oznaczał kolorowanie odpowiedniego pola w sercu – zgodnie z liczbą wyrzuconych oczek. Matematyka spotkała się z plastyką, a przypadek z planowaniem. Dla jednych była to okazja do ćwiczenia liczenia, dla innych – do podejmowania decyzji kolorystycznych. Efekt? Każde serce inne, każde wyjątkowe. Zupełnie jak ich autorzy.

Serce dla każdego

Na finał przyszedł czas na pracę plastyczną – kolorowanie witrażowego serca. Zdecydowane, mocne barwy, światło przenikające przez papier. Gdy gotowe prace zawisły w oknach biblioteki, pomieszczenie wypełniło się ciepłymi refleksami wszystkich możliwych kolorów. Każde serce inne, każde wyjątkowe.

Patrząc na dzieci zaangażowane w zabawę i twórczość, trudno było oprzeć się refleksji, że walentynki w takim wydaniu mają głęboki sens. Nie chodziło o wielkie słowa ani spektakularne gesty. Chodziło o doświadczenie bycia razem. O ćwiczenie uważności, cierpliwości, współpracy. Żeby między półkami z książkami znaleźć przestrzeń na rozmowę o tym, co w życiu najważniejsze. Bo biblioteka to nie tylko miejsce, w którym wypożycza się książki. To miejsce spotkań. A jeśli w lutowy poranek między regałami rozbrzmiewa śmiech dzieci próbujących złapać papierowe serce – to znak, że literatura i życie całkiem dobrze się ze sobą dogadują.

I może właśnie o to chodzi w walentynkach. Nie o czerwone balony i lukrowane hasła, ale o małe, codzienne gesty. O słowo „dziękuję”. O uśmiech. O serce – nawet to wycięte z papieru.

Źródło: https://www.mbpdebica.eu/dzien-dobrych-uczuc-walentynki-w-bibliotece/