Są takie zajęcia, na które młodzież wpada z przekonaniem, że będzie „jak zwykle”: trochę gadania, trochę notatek, może jakiś film na dokładkę. I wtedy na stołach zamiast zeszytów pojawiają się gazety sprzed dekady i grube markery. Właśnie wtedy orientują się, że ktoś tu szykuje coś podejrzanie kreatywnego.
Na rozgrzewkę: „Znajdź kogoś, kto…” – sport kontaktowy w wersji humanistycznej
Jest coś absolutnie ujmującego w widoku młodych ludzi, którzy udają, że nie chcą się integrować… po czym w trzy sekundy rzucają się w wir zadania. Kartki z poleceniami „Znajdź kogoś, kto…” działają jak magiczny klucz: otwierają ludzi szybciej niż najlepszy small talk. I tak oto sala, jeszcze przed chwilą cicha i pełna ostrożnej uprzejmości, zamieniła się w błyskawiczny targ osobowości. Oglądałeś ten serial? Kto ma na sobie coś niebieskiego? Zachwycająca była ta mieszanka autentyczności i lekkiego zdziwienia: „Nie wiedziałem, że oni też…”. Przełamywanie lodów to nieodłączny element naszych zajęć, a przy okazji uczestnicy zawsze mogą dowiedzieć się o sobie czegoś nowego, co zawsze wpływa na lepszą komunikację w grupie.
Zadanie do wykonania: „Znajdź swoją poetycką parę”
Kolejna zabawa polegała na łączeniu się w pary na podstawie fragmentów wierszy. Brzmi poważnie, a wyglądało jak literackie bingo po lekkim doprawieniu chaosem. Młodzież ruszyła do porównywania strzępków wersów, które otrzymała. Jedni z powagą godną akademickiej debaty, inni – z ewidentnym przymusem, ale nasze zajęcia to zawsze mały trening umiejętności społecznych, które w dorosłym życiu okazują się niezastąpione, więc warto się przełamać.
W końcu każdy odnalazł swoją poetycką bratnią duszę, a uczestnicy otrzymali kolejne zadanie. Dla wielu poetycka metafora brzmi totalnie jak fraza w obcym języku. Potrzeba sporej wyobraźni i ruszenia głową, by ją „przetłumaczyć” na bardziej zrozumiałe zdania. Z tą trudnością uczestnicy poradzili sobie całkiem skutecznie.
A potem – blackout. Ale twórczy!
Kiedy integracja osiągnęła poziom „już się nie wstydzimy”, przeszliśmy do właściwego tematu zajęć – blackout poetry. Idea jest prosta: masz gazetę lub kartkę ze starej książki, wykreślasz większość słów, zostawiasz te, które coś w tobie poruszyły, i udajesz, że byłeś poetą od zawsze. Niektórzy zaczęli z entuzjazmem, inni z podejrzliwością, jakby marker miał zaraz wybuchnąć. Wkrótce jednak na stołach rosły czarne plamy i białe korytarze pozostawionych słów. Każdy tekst stawał się małą mapą myśli, której nie dałoby się przewidzieć. Jedni tworzyli minimalistyczne trzy słowa, które brzmiały jak sentencja zen. Inni – całkiem złożone mikroopowieści o życiu, miłości i absurdach codzienności. W skrócie: poezja w wersji „zrób to sam”. Całości towarzyszył cytat z Edwarda Stachury: „Bo wszystko jest poezją, każdy jest poetą”.
Efekt końcowy: dumni twórcy, zaskoczeni obserwatorzy
Kiedy przyszło do prezentacji prac, okazało się, że nawet najbardziej sceptyczni uczestnicy stworzyli coś, co można by umieścić w nastrojowej antologii młodzieżowej wrażliwości. Odczytane na głos świeżo powstałe teksty brzmiały bardziej poetycko, niż na początku wydawało się ich twórcom. Nawet najbardziej absurdalne zlepki słów stworzyły zaskakująco poetycką całość.
Gdyby ktoś zapytał, po co młodzi ludziom blackout poetry, można odpowiedzieć wprost: żeby na chwilę zatrzymali się w świecie, w którym wykreślanie ma większy sens niż dopisywanie.
A jeśli przy okazji odkryją w sobie poetycką iskrę – tym lepiej.
Dziękujemy pięknie młodzieży z klas pierwszych Zespołu Szkół nr 4 im. Mikołaja Kopernika w Dębicy za aktywny udział w zajęciach.













Źródło: https://www.mbpdebica.eu/blackout-poetry-czyli-jak-wykreslic-pol-gazety-i-odnalezc-siebie/









